Dni otwarte w MILK

Dni otwarte w MILK

 

Pierwszy post, więc przystałoby jakoś dobrze zacząć. Od jakichś starannie dobranych słów, których powinno się użyć, kiedy mówimy o kwestiach tak chodliwych jak prowadzenia bloga. Jednak MILK nie został stworzony na podstawie sztywnych ram tego, co „przystaje”, a już na pewno nie tego co jest, „chodliwe”. Powstał ze szczerych marzeń, które są krystalicznie prawdziwe.  Dlatego blogowe posty będą sklejane właśnie w takiej samej tonacji: nieskażone sztywnością. Owinę je konkretami, ale także moją pasją do „położenia słów” w odpowiednim miejscu i  kreowania zdań z lekkim nieporządkiem w ich rozmieszczeniu, czyli czymś, co mi sprawia największą radochę.

czas przejść do meritum sprawy:

W minionym tygodniu przywędrowała do nas całkiem niezła liczba osób z powodu wydarzenia, które zaaranżowaliśmy w samym sercu Kazimierza. W zamyśle chcieliśmy zaprosić do naszego studia osoby zajmujące się fotografią, wizażem, projektowaniem ubioru, grafiką komputerową. Innymi słowy „koneserów sztuki”. Nie przeprowadziliśmy spisu gości, ale było nadzwyczaj tłoczono. Szczególnie wokół stołu, z którego  wydobywał się zapach pierniczków. Ten wieczór nie był  typowym “business meetingiem”. Nie narzuciliśmy żadnych konwenansów, ale nie obyło się bez skrępowania. Wcisnęło się miedzy nami jakieś poczucie sztywności, ale przy tzw. “pierwszym poznaniu” to całkiem naturalne. Formalności i zdystansowanie przełamaliśmy po prostu przywitaniem się. Poprosiliśmy  każdego o podzielnie się tym, czym się w życiu zajmuje, a zaraz potem staraliśmy się, żeby sprawy szły już swoim torem. W ten wieczór wplotły się jeszcze dodatkowo (oprócz naszej) dwie kultury: z Rosji i Ukrainy. Dzięki temu podszlifowaliśmy dialogi w różnych językach. Pomimo, że większość na sali stanowili fotografowie, to jednak nie było odczucia konkurencji. Wręcz przeciwnie: osoby z tożsamego obszaru rozpatrywały pomysły na współpracę. Mieliśmy przyjemność poznać Panie zajmujące się grafiką komputerową, prowadzeniem bloga, wizażem i stylizacjami. Przez co na stole (tuż obok słynnych pierników) pojawiały się wizytówki i znikały w mistrzowski sposób. Sądzimy, że każdy przyszedł z różnymi oczekiwaniami, z różnorakim nastawieniem i jeśli nie wszystkie apetyty rozwojowe zaspokoiliśmy, to z pewnością coś tam można było dla siebie wyciągnąć.

Nie sposób było zaczerpnąć refleksji od każdego gościa w trakcie tego wiekopomnego wieczoru, ale kilka udało mi się zdobyć. Oto jedna z nich:

MILK doskonale wie, że ludzie mogą odnieść sukces, wspierając siebie nawzajem. Wie też, że kreatywność rozwija się często przez współpracę. Propozycja ich spotkań branżowych jest jak maszyna, która sama się napędza. Paliwem dla niej są ludzie, a dokładniej ich pomysły i pasja. Trafne uwagi, cięte żarty, cenne kontakty to potencjał tego przedsięwzięcia. Myślę, że gdyby ten pomysł nabrał charakteru cyklicznego, to mogłoby to zaowocować świetnymi projektami. Trzymam kciuki za dalszy rozwój.

Ci, którzy tego wieczoru obfitowali w obowiązkach i nie mogli przyjść lub z jakieś przyczyny woleli zostać pod pierzyną – nic straconego!

BO NIE ZAKOŃCZYLIŚMY SEZONU na tworzenie nowych znajomości.

Teraz, krótkie resume:

Listopadowe spotkanie faktycznie skierowaliśmy do wybrańców, ale nie dlatego, że tylko z TĄ GRUPĄ chcemy zasuwać ze wspólnymi pomysłami. Jest wiele powodów, dla których warto wpaść do MILKA. Podamy naszą propozycję w następujący sposób:

Przychodząc do naszego coworkingu, jest wielce prawdopodobne, że spotkasz tam kogoś, kto również prowadzi swoją działalność, co daje Ci  możliwość na wymianę doświadczeń i zbudowanie relacji biznesowej z kimś takim.

Przychodząc do naszego drugiego pomieszczenia, aranżujesz go jak sobie wymarzysz.

Niezależnie, która z przestrzeni jest Ci teraz bardziej potrzebna my tylko przybliżamy nasz “lifestyle”. Resztę konkretów zabierz ze sobą!

 

i to by było na tyle.

Patrycja Michalska
blogger

Leave a Comment